literatura dziewiętnastowieczna

Opowieści płaszcza i nosa

Gogol SzynelDziś dowiemy się, jak po kilkudziesięciu stronach zabawnego tekstu można powiedzieć „czytam literaturę rosyjską”: polecę bowiem dwa opowiadania Mikołaja Gogola.

Opowiadaniem, które czytałem najwięcej razy w życiu, jest jego Szynel (1842) zwane także Płaszcz. Ta smutna historia drobnego urzędnika, który postanowił wymienić sobie wytarty płaszcz (zwany także szynelem) na nowy, to jakieś mistrzostwo świata w humorze i empatii.

Gogol pokazuje w Szynelu dziwny świat urzędów: administracji istniejącej dla samej administracji. W tym, dla polskiego czytelnika na szczęście obcym, świecie żyje biedny urzędnik Akakiusz Kamaszkin: Wielu się zmieniło dyrektorów i rozmaitych naczelników, a jego widziano wciąż na tym samym miejscu, na tym samym stanowisku, przy tych samych czynnościach, wciąż jako urzędnika od przepisywania — tak że wreszcie wszyscy byli pewni, iż pan Akakiusz snadź przyszedł już na świat w stanie całkowicie gotowym, w urzędniczym mundurze, z łysiną na głowie. Cały utwór można przeczytać w Polskiej Bibliotece internetowej.

Od tragikomizmu przejdziemy teraz do czystego absurdu. Bo oto w drugim najsłynniejszym opowiadaniu Gogola pt. Nos (1836) mamy do czynienia z asesorem kolegialnym (znowu urzędy) Kowalewem, który budzi się bez nosa. Zaczyna się opowiadanie-odlot, w którym mamy takie rzeczy jak: nos stał przed sklepem; twarz schował zupełnie w wielkim, stojącym kołnierzu i z głęboką uwagą przyglądał się jakimś towarom. Podejrzewam, że tym właśnie opowiadaniem inspirował się zespół King Missile, tworząc wzruszający utwór Detachable Penis. Nos także jest do przeczytania w PBI.

Jeśli zaciekawiły Was te opowiadania, to odsyłam na odpowiednią stronę Polskiej Biblioteki Internetowej. Znajdziecie tam na przykład Powóz – króciuteńki utwór z przepięknym zakończeniem. O sensowny zbiór opowiadań Gogola nie tak łatwo. Najbardziej polecam Opowieści z serii Biblioteka Narodowa o niezbyt zachęcającym wyglądzie „full Parnas” i jeszcze mniej zachęcającym naukowym wstępie.

Zainteresowanych literaturą rosyjską polecam ranking tejże na Goodreads. Dość wysoko jest tam jedyna powieść Gogola – Martwe dusze. Też niezła, choć ja jednak wolę opowiadania. Powieść ta ma mroczny tytuł, ale na tym mrok się kończy, bo to dość lekka satyra na społeczeństwo rosyjskie. I jeżeli faktycznie zespół Joy Division nazwał ponurą piosenkę Dead Souls od książki Gogola, to nikt z grupy raczej jej nie czytał, bo wtedy piosenka byłaby o kombinowaniu, jak się szybko dorobić, a nie o tym, że „ciągle mnie wzywają” (te dusze, chyba).

Okładka z Wikimedia Commons (Igor Grabar, 189?)

Reklamy

Listownie

literatura

Jako – nie bójmy się tego słowa – mężczyzna, uwielbiam wszelkiego rodzaju listy i rankingi. Kiedy kilkanaście lat temu postanowiłem zabrać się za eksplorację literackiego dorobku naszej cywilizacji, nie miałem internetu – Eldorada list i rankingów. Chcąc więc dowiedzieć się, które książki uważane za najlepsze, korzystałem z listy „Największe dzieła literatury światowej” ze starej encyklopedii (w linku pedeef – listy, nie encyklopedii). Nie była w sumie taka zła, choć jej twórcy kładli trochę zbyt duży nacisk na literaturę: a) ciężkawą, b) radziecką, c) amerykańską, ale krytykującą kapitalizm i Amerykę.

Teraz mam już internet, krainę listami i rankingami płynącą. Niestety, duża część sieciowych rankingów „najlepszych książek” jest mało przydatna dla celów praktycznych, tzn. „co warto przeczytać?”. Te wybierane przez czytelników są zwykle zapchane ostatnimi bestsellerami, a w wyliczankach ekspertów zawsze wygrywa Joyce, jak kiedyś Niemcy w piłkę. Chciałem więc w tym poście polecić dwa, moim zdaniem, najlepsze źródła przydatnych rankingów książek.

Pierwszym jest strona Goodreads, taki książkowy Facebook. Wprawdzie ranking „najlepszych książek ever” to po prostu lista bestsellerów, ale już listy Najlepsze książki XX wieku oraz Najlepsze książki XIX wieku prezentują się ciekawiej. Na ich przykładzie widać oczywiście jedną z poważniejszych wad Goodreads, czyli dominację autorów anglojęzycznych. Częściowo naprawia to lista literatury „obcojęzycznej”.

Goodreads nie ogranicza się do beletrystyki i ma też niezłe listy literatury faktu, np. po prostu Najlepsza literatura faktu albo Najlepsze książki o nauce. Tematy rankingów wymyślane są przez samych użytkowników i mają różny stopień specjalizacji. Obok najlepszych kryminałów mamy więc jeszcze najlepsze kryminały noir. Dodatkowo, na podstronie każdej książki pojawiają się listy, na której ta się znalazła. I tak możemy spędzić całe dni trafiwszy na ranking „najlepszych tytułów”, gdzie Sto lat samotności walczy z Nawiedzoną waginą, albo listę „jeśli lubisz tę książkę, to się nie dogadamy”, gdzie Mein Kampf dogania właśnie trzecią część sagi Zmierzch.

Drugim źródłem sensownych rankingów jest strona Biblionetka. Wprawdzie konkurencyjny portal książkowy Lubimy Czytać wydaje się, ogólnie rzecz biorąc, prężniejszy, to jednak system rankingów o wiele lepszy jest na Biblionetce. Możemy sobie przejrzeć np. listę polskiej prozy współczesnej, klasyki obcej albo, mniej konwencjonalnie, książek o matematyce. Kryteria można sobie dobierać dowolnie i wygodnie, klikając w rozwijane menu. Kolejność, inaczej niż na Goodreads, gdzie liczą się głosy, zależy od średniej ocen. Każda kategoria ma wyznaczoną „minimalną liczbę ocen”, żeby wyeliminować książki, które oceniła tylko siostra autora.

To tyle ode mnie. Jeśli znacie inne ciekawe listy, albo jeśli macie obserwacje na temat rankingów, to piszcie w komentarzach. Jeśli znajdziemy wystarczająco dużo list, to nikt już nic nie zdąży przeczytać.