Listownie

literatura

Jako – nie bójmy się tego słowa – mężczyzna, uwielbiam wszelkiego rodzaju listy i rankingi. Kiedy kilkanaście lat temu postanowiłem zabrać się za eksplorację literackiego dorobku naszej cywilizacji, nie miałem internetu – Eldorada list i rankingów. Chcąc więc dowiedzieć się, które książki uważane za najlepsze, korzystałem z listy „Największe dzieła literatury światowej” ze starej encyklopedii (w linku pedeef – listy, nie encyklopedii). Nie była w sumie taka zła, choć jej twórcy kładli trochę zbyt duży nacisk na literaturę: a) ciężkawą, b) radziecką, c) amerykańską, ale krytykującą kapitalizm i Amerykę.

Teraz mam już internet, krainę listami i rankingami płynącą. Niestety, duża część sieciowych rankingów „najlepszych książek” jest mało przydatna dla celów praktycznych, tzn. „co warto przeczytać?”. Te wybierane przez czytelników są zwykle zapchane ostatnimi bestsellerami, a w wyliczankach ekspertów zawsze wygrywa Joyce, jak kiedyś Niemcy w piłkę. Chciałem więc w tym poście polecić dwa, moim zdaniem, najlepsze źródła przydatnych rankingów książek.

Pierwszym jest strona Goodreads, taki książkowy Facebook. Wprawdzie ranking „najlepszych książek ever” to po prostu lista bestsellerów, ale już listy Najlepsze książki XX wieku oraz Najlepsze książki XIX wieku prezentują się ciekawiej. Na ich przykładzie widać oczywiście jedną z poważniejszych wad Goodreads, czyli dominację autorów anglojęzycznych. Częściowo naprawia to lista literatury „obcojęzycznej”.

Goodreads nie ogranicza się do beletrystyki i ma też niezłe listy literatury faktu, np. po prostu Najlepsza literatura faktu albo Najlepsze książki o nauce. Tematy rankingów wymyślane są przez samych użytkowników i mają różny stopień specjalizacji. Obok najlepszych kryminałów mamy więc jeszcze najlepsze kryminały noir. Dodatkowo, na podstronie każdej książki pojawiają się listy, na której ta się znalazła. I tak możemy spędzić całe dni trafiwszy na ranking „najlepszych tytułów”, gdzie Sto lat samotności walczy z Nawiedzoną waginą, albo listę „jeśli lubisz tę książkę, to się nie dogadamy”, gdzie Mein Kampf dogania właśnie trzecią część sagi Zmierzch.

Drugim źródłem sensownych rankingów jest strona Biblionetka. Wprawdzie konkurencyjny portal książkowy Lubimy Czytać wydaje się, ogólnie rzecz biorąc, prężniejszy, to jednak system rankingów o wiele lepszy jest na Biblionetce. Możemy sobie przejrzeć np. listę polskiej prozy współczesnej, klasyki obcej albo, mniej konwencjonalnie, książek o matematyce. Kryteria można sobie dobierać dowolnie i wygodnie, klikając w rozwijane menu. Kolejność, inaczej niż na Goodreads, gdzie liczą się głosy, zależy od średniej ocen. Każda kategoria ma wyznaczoną „minimalną liczbę ocen”, żeby wyeliminować książki, które oceniła tylko siostra autora.

To tyle ode mnie. Jeśli znacie inne ciekawe listy, albo jeśli macie obserwacje na temat rankingów, to piszcie w komentarzach. Jeśli znajdziemy wystarczająco dużo list, to nikt już nic nie zdąży przeczytać.

Reklamy

6 comments

  1. Jako – tego słowa również się nie bójmy – kobieta oczywiście, że tez uwielbiam listy,ponieważ lubię wiedzieć, że mam dużo (-dużo jeszcze do przeczytania).
    Oczywiście też już sprawdziłam ile pozycji z proponowanych przez Ciebie list mogę sobie ‚odhaczyć’…no i właśnie. Lista z encyklopedii – 47, najlepsze książki XX wieku – 40, literatura obcojęzyczna – 49 – i nie piszę o tym dlatego, żeby się pochwalić, tylko..nie wydaje Ci się, że jest to pewna wada? Chodzi mi o to, że jeśli ktoś się już w jakimkolwiek, najmniejszym chociażby, stopniu zainteresował literaturą, nie trzeba mu mówić, że warto przeczytać „Sto lat samotności”, „Dżumę” czy „Mistrza i Małgorzatę”, bo prawdopodobnie wie już o tym sam. A na takich listach nie znajdzie nic innego, bo – jeśli dobrze rozumiem zasady – lądują tam książki na które zagłosowało najwięcej osób – czyli – najbardziej znane – czyli – potencjalny czytelnik też już je czytał/ma na półce/słyszał o nich i wie, że czytać ani mieć na półce nie chce.
    To trochę jak z muzyczną listą najlepszych przebojów ever – wiadomo, że w czołówce znajdzie się ‚stairway to heaven’, ‚nothing else matters’ i wygra ‚imagine’ Lennona (i słusznie).
    Poza tym internetowe listy mnie nie przekonują, bo jednak wolę wiedzieć kto mi poleca książkę – czy Andżelika z II c, czy pani Grażynka z kiosku przy przystanku czy redaktor ‚dekady literackiej’ – rozumiesz.
    No niemniej skądś czytelnicze inspiracje czerpać trzeba 🙂
    Nawet podobała mi się książka „1001 książek które musisz przeczytać” (Elipsa) – co prawda to też lista w stylu ‚the best of, ever, i tak dalej’ ALE – 1.jest tego więcej, więc większa szansa, że coś Cię jednak zaskoczy, 2.wiesz, kto wybrał te książki, 3.możesz przeczytać dlaczego wybrał akurat te.
    A żeby zlikwidować problem ‚najlepsze ever’ i nie czytać po raz setny, że „Zbrodnia i kara’ jest niezła i ze Szekspir też w sumie pisał nie najgorzej – serdecznie polecam śledzić nagrody literackie (przeróżne, nie tylko literackiego Nobla:) ) – w komisjach oczywiście nie siedzą sami nieomylni eksperci, ale jak już się np zauważy, że jakieś nazwisko pojawia się przy różnych nagrodach – może warto sprawdzić i trafić na perełkę.
    🙂

  2. Hm, nie jestem pewien, że ktoś, kto zainteresował się literaturą, już o wszystkich ważnych rzeczach słyszał i wie, co czytać. Książki nie są, jak przeboje Trójki, częścią popkultury, a w każdym razie nie w takim stopniu. Osoba chcąca poznać literaturę jest raczej w podobnej sytuacji, jak ktoś, kto chce zainteresować się muzyką klasyczną. Zna tytuły, słyszał nazwiska, ale tak naprawdę nie wie, za co się złapać. W każdym razie ja tak miałem, i z książkami, i z muzyką poważną.
    Gdybym miał kiedyś taką listę, jak ta dwudziestowieczna z Goodreads, to przeczytałbym „Zabić drozda” dobrych kilka lat wcześniej, Gdybym od razu trafił na sensowne listy „best ever” muzyki klasycznej, to też by poszło lepiej. Na rankingu Biblionetki zobaczyłem pierwszy raz „Egipcjanina Sinuhe”, na listach Goodreads ciągle pojawiała się „Krótka historię prawie wszystkiego”, a w encyklopedii zaintrygował mnie kiedyś tytuł „Harfa traw” i znane nazwisko „Capote”. Rozumiem argumenty przeciw, ale dla mnie nadal listy rules.

    1. A ja rozumiem argumenty za i nie krytykuję, tylko – piszesz „jeśli znacie inne ciekawe listy”, to podaję inne ciekawe listy:) Przy okazji, fakt, muszę przyznać, że nie pomyślałam o takich początkach-początkach, ja pewnie miałam łatwiej, bo kiedy uznałam, że pora się zainteresować, rozejrzałam się dookoła, znalazłam kogoś kto zainteresował się wcześniej i powiedziałam ‚ty, we no mi pożycz z dziesięć książek, jakichś takich the best of’. Rozumiem, że listy na goodreads są dla tych, którzy się rozejrzeli i nie znaleźli nikogo sensownego. A że każdy sądzi według siebie, to, no wiadomo – mój błąd;)
      Chociaż nadal argument, że nie wiem kto na goodreads poleca książki, wydaje mi się nie do zbicia. Piszesz, że dzięki takim listom trafiłeś na dużo dobrych rzeczy – z czystej ciekawości: a ile było złych?

      1. Ha, dobre pytanie, nawet pomyślałem o nim, kiedy to pisałem – musiałbym zrobić statystykę. A tak w ogóle, to przepraszam – nie wiem, skąd u mnie to podejście „nie masz racji, to ja mam rację” – chyba za dużo internetu. :]

      2. A wracając do nagród, to masz jakieś ulubione? Bo Nobel faktycznie czasem przyznawany jest dziwnie. Ja mam na razie tylko jedną w miarę pewną nagrodę-rekomendację – Bookery.

      3. haha;) pomyślałam o Bookerach zanim doczytałam Twój komentarz do końca:) Nagród jest mnóstwo (prze-mnóstwo), nie mam ulubionych (i mam wrażenie, że sporo jest przyznawanych czasem „dziwnie”) i nie ogarniam ich w takim stopniu, w jakim bym chciała, znalazłam za to bardzo przydatną pomoc. (W ramach mojej złotej zasady ‚znajdź kogoś sensownego, kto zainteresował się tym wcześniej”) W internetowym radiu Studnia co niedzielę jest audycja poświęcona literaturze, a w niej stały kącik o nagrodach literackich właśnie. Można posłuchać jaką nagrodę ostatnio przyznano, komu, dlaczego plus parę subiektywnych opinii z zakresu ‚czy warto to czytać czy raczej nie warto’ – bardzo przydatne jeśli ktoś nie zawsze ma czas prześledzić sprawę na własna rękę (albo nie wie z której strony to ugryźć)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s