Rozdziobią nas myszy, ludzie

Thomas Hart Benton Nebraska Evening Myszy i ludzie (1937) Johna Steinbecka to jedna z najsmutniejszych książek, jakie czytałem. Jeśli dodamy do tego fakt, że ma tylko ok. 150 stron, to wyjdzie nam smutek w formie wysoce skoncentrowanej, z którym konkurować może tylko ten upakowany w 4.5 minuty piosenki Im więcej ciebie, tym mniej Natalii Kukulskiej.

Bohaterowie książki to George i Lennie, dwaj robotnicy rolni, podróżujący od farmy do farmy. Do szybkiej zmiany miejsca zmusza ich często zachowanie Lenniego – dobrodusznego, ale opóźnionego umysłowo olbrzyma, który chciałby wszystko głaskać, często ze szkodą dla przedmiotu głaskania.

Dalej nie będę opowiadał, bo to taka krótka książka, że łatwo się zagalopować i opowiedzieć całość. Owa krótkość wynika z planu Steinbecka, aby napisać powieść-dramat – coś, co można łatwo i bez specjalnych cięć wystawić na scenie. Ciekawie sprawdziło się to w ekranizacji z 1939 roku (tej z 1992 nie oglądałem) Jest to najwierniejsza filmowa adaptacja, jaką dotąd widziałem.

Ekranizacja ta (którą bardzo polecam, choćby dla fantastycznej muzyki Aarona Coplanda) wprowadziła do amerykańskiej popkultury motyw postaci „dużej a głupiej”. Oglądanie kreskówki „Lonesome Lenny” Texa Avery’ego, gdzie tytułowy pies to parodia bohatera Steinbecka, każe zastanowić się nad wrażliwością publiczności lat czterdziestych.

Jeżeli spodobają się Wam Myszy i ludzie, to następnym przystankiem jest najbardziej chyba lubiana książka Johna Steinbecka, kilka razy dłuższe Na wschód od Edenu. To samo miejsce (Kalifornia) i też smutno, tylko bardziej kolorowo, bo więcej wydarzeń i postaci. W przypadku równie słynnej filmowej wersji z Jamesem Deanem, zdecydowano się na ciekawe posunięcie – zamiast opowiedzieć całą historię po łebkach, zekranizowano po prostu tylko ostatnią 1/3 książki.

A jeśli zaciekawił Was tytuł książki, w której myszy prawie nie występują (jest tylko jedna i ma nieciekawą rolę), to pochodzi on z wiersza Do myszy szkockiego poety Roberta Burnsa. Narrator wiersza to rolnik, który przypadkiem rozwalił mysią norę pługiem. The best-laid schemes o’ mice an ‚men gang aft agley, rzecze rolnik, co w języku Scots znaczy: „shit happens”.

Recki i oceny na Goodreads, Lubimy czytać i Biblionetce.

Obrazki: Thomas Hart Benton – Nebraska Evening (1941) i pierwsze wydanie książki

Reklamy

3 comments

  1. Witam serdecznie 🙂

    Przede wszystkim gratuluję pomysłu na blogi: trafiłam tu poprzez Pana blog muzyczny – świetny!! Jako zawodowy muzyk i nauczyciel szczerze podziwiam – zawsze cieszy mnie (i czasem zawstydza..) niesamowita pasja u osób, które bez wykształcenia muzycznego są takimi „muzykolubami”, że wiedzy o sztuce i radości obcowania z nią mógłby się od nich uczyć niejeden artysta! (chyba, że czegoś nie doczytałam o Pana muzycznych doświadczeniach, wówczas Przepraszam, ale tak czy owak: podziwiam :)) A więc: zaczytując się i zasłuchując od kilku godzin.. stwierdzam: blog muzyczny – super!! Nie dość, że o Muzyce („przez duże Mu”), to jeszcze z odpowiednim gustem i poczuciem humoru (ironio-sarkazmu?.. ;)), brawo!!

    A jeśli chodzi o blog książkowy, to przeczytałam ten pierwszy z brzegu wpis i podpisuję się obiema rękami. Niestety nie jestem szczególnym fanem książek (wstyd przyznać.., choć z wiekiem zaczyna mi się to zmieniać), ale Steinbeck bardzo do mnie przemówił – właśnie „Na wschód od Edenu” pochłonęłam w dwa dni (sto lat temu.. jeszcze przed maturą) i szczerze polecam i książkę, i film z nieodżałowanym Jamesem Deanem. Film oglądałam po przeczytaniu książki, z czystej ciekawości: jak przedstawią warstwę psychologiczną i tyle wątków tak obszernej powieści. I rzeczywiście, jak Pan wspomniał, pokazano tragizm samego zakończenia w celu – mam nadzieję… – zachęcenia do przeczytania od samego początku tej historii dobra i zła w duszy człowieka.

    Natomiast „Myszy i ludzie” (widzę, że mam do nadrobienia filmową wersję z 1939 r., dzięki za cynka) najpierw oglądałam (wersja z 1992 r., czyli genialny John Malkovich i świetny Gary Sinise jako jeden z głównych bohaterów i reżyser – polecam!!) – oglądałam i płakałam, a potem czytałam (znów: warto…). A nawet słuchałam..

    …i wszystkie te pozycje są niezwykle przejmujące. Wszak „w każdym z was jest wariat”, w każdym z nas…

    Dzięki za te blogi, Przepraszam za zaśmiecanie, musiałam się trochę uzewnętrznić 😉
    Fajnie, że są jeszcze tacy Ludzie na świecie. Amen!
    Pozdrawiam i wspieram, obiecuję odwiedzać 🙂
    „pani muzyk”

  2. Dziekuje za tak mily komentarz!
    Liczne pochwaly beda dla mnie dodatkowa motywacja, kiedy wroce do pisania w listopadzie.
    Wyksztalcenia muzycznego nie mam, zgadza sie. Nawet nie gram na zadnym instrumencie, co daje wiecej czasu na sluchanie. A ksiazek tez az tak duzo nie czytam, ale niezle potrafie sprawiac wrazenie oczytanego (vide: fota z awataru).
    Pozdrawiam i dziekuje przy okazji wszystkim komentujacym i wspierajacym nowy blog.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s